Widzę i opisuję

blog światopoglądowy

autor:

Ewelina

data:

07 maja 2017r.

kategoria:

ksiazki

tagi:

literatura

książki

Książki, które mną wstrząsnęły

Książki są dziwną rzeczą. Znakomita ich część to historie o ludziach, którzy nie istnieją, prowadzą zmyślone życie, jeżdżą do nieprawdziwej pracy, wchodzą w nierealne związki po to, by spłodzić i wychować nieistniejące dzieci. W niektórych potrafią czarować, wznosić budynki sięgające gwiazd, tworzyć skomplikowane urządzenia a nawet sztucznych ludzi (Pisząc to, uświadomiłam sobie, że w pewnym sensie Harry Potter spełnia wszystkie z wymienionych kryteriów!). Te pokrętne koleje losu bohaterów, ich nadzieje i zawody, wielkie uniesienia i bolesne upadki, poruszają nas do tego stopnia, że żyjemy nimi, oddychamy, marzymy wraz z nimi i przerażamy się. Na śmierć przerażamy. Prezentuję Wam 3 książki, po których przeczytaniu ma się wrażenie, że w szafie siedzi facet w kraciastej koszuli, z wąsami i siekierą ;)

Gustave Flaubert, Pani Bovary

Ta książka udowadnia, że nie trzeba być mistrzem grozy, by porządnie przerażać. Okazuje się, że można czytelnikiem porządnie wstrząsnąć, nawet jeśli się jest przedstawicielem francuskiego pozytywizmu i pisze powieść, której akcja rozgrywa się za czasów panowania Napoleona III.

Mowa o Pani Bovary, książce tyleż przynudnawej, co wstrząsającej i fascynującej. W pierwszej części, czyli do pojawienia się głównej bohaterki Emmy Rouault (później Bovary), historia wlecze się niemiłosiernie. Poznajemy dzieje Karola Bovary, młodego lekarza, które są tak nudne jak on sam, i nie dziwię się, że biedna Emma była znudzona nim jak najprawdziwszy mops. Z rozpaczy i potwornej, nawracającej nudy, łaknąc nowych doznań, rzucała się w kolejne związki, które ostatecznie nie przynosiły jej satysfakcji i nudziły ją, jak rzeczony małżonek, co prawda lekarz, ale małomiasteczkowy, niespełniający jej rosnących oczekiwań.

To, co przeraża to nie, wbrew pozorom, wiązanie się z mężczyzną nudnym jak flaki z olejem, ale nękająca bohaterkę chorobliwa nuda, która nie daje spokoju i wytchnienia, tym samym prowadząc bohaterkę do niechybnej samozagłady.

Sylvia Plath, Szklany klosz

Tytułowy Szklany klosz to historia młodej dziewczyny Ester, która dzięki swoim umiejętnościom i wiedzy dostaje staż w redakcji w Nowym Jorku. Ester nie jest jednak dostatecznie silna, by udźwignąć ciężar marzeń, które ostatecznie przygważdżają bohaterkę i stają się dla niej prawdziwą Golgotą. Spotwarzone marzenia, strach przed inicjacją seksualną oraz chęć awansu społecznego na siłę i za wszelką cenę, sprawiły, że neurotyczna Ester przebrana za jakieś indiańskie ladaco z pomalowaną twarzą i powycinanymi włosami podróżowała po stanach, dopóki nie dorwali jej psychoanalitycy i nie zaczęli przysmażać jej mózgu elektrowstrząsami (co również zostało dokładnie opisane).

Zdarzyło mi się czytać Szklany klosz jadąc autobusem na uczelnię. Pech chciał, że trafiłam na jeden z makabrycznych opisów, przez co byłam zdruzgotana przez resztę zajęć. Za żadne skarby nie dotknęłabym tej książki, by przeczytać ją ponownie. No way.

Maria Komornicka, Biesy

Biesy będące prozatorskim popisem tej niedostatecznie docenionej, mało znanej i zmarginalizowanej polskiej pisarki modernistycznej, kojarzonej głównie z poezją, to druga pozycja feministyczna na liście powieści, które mną wstrząsnęły. Znaczy to chyba tyle, żeby nie sięgać po literaturę feministyczną, jeśli chce się zachować trzeźwość myśli i niezmącony umysł. Co innego, że powieści te są tak szalenie dobre, i mocne (to chyba najlepsze słowo), jak najbardziej trzymający w napięciu thriller.

Biesy, które gnębią bohaterkę to jej własne mroczne przeżycia i refleksje dotyczące jej narodzin (zbędnych), celu w świecie (żadnego), relacji ona kontra reszta świata (znikomych) oraz płci (niewiadomej). Zapis czy forma, jaką wybrała Komornicka jest niemniej ciekawa, jest to bowiem ciągły zapis myśli i uczuć, które przeżywa autorka, co znane jest pod nazwą strumienia świadomości. Na dokładkę mogę dodać, że owa pani w pewnym momencie swojego życia spaliła w piecu wszystkie swoje damskie fatałaszki (co już dla wielu kobiet jest gestem drastycznym), zmieniła tożsamość i zaczęła mienić się Piotrem Odmieńcem.

Przyznam, że ten wpis pisało mi się tak dobrze, że chyba będzie takich więcej. Nie obrazicie się, prawda?

strzałka do góry