Widzę i opisuję

blog światopoglądowy

autor:

Ewelina

data:

27 stycznia 2017r.

kategoria:

styl życia

tagi:

blogowanie

blogosfera

Lifestyle to ściema

Cześć, piszę do Was z samego serca puszczy tropikalnej, z chatki na kurzej nóżce i oknami z piernika.

Tak mniej więcej odbieram tekst, w którym bloger opisuje, że zaczyna dzień od godzinnego biegania, następnie wskakuje pod prysznic, a w międzyczasie piecze i kończy projekt na długo przed deadlinem, popijając smoothie z jarmużu. Wtedy mam ochotę wysłać mu zjełczałe masło. Może to kwestia umiejętnego zarządzania czasem. Mogłabym przecież zaczynać dzień od przyrządzenia shakshuki zamiast zwykłych, plebejskich kanapek.

Przez długi czas nie mogłam pojąć idei robienia zdjęć jedzeniu. W tych czasach chyba każdy z nas zrobił i opublikował przynajmniej jedno zdjęcie jedzenia. Ja popełniłam ich w swojej karierze kilka, lecz nie na tyle, by się tego wstydzić. Wszystko jest do przyjęcia, jeśli potrafi się zachować umiar. Dziś jeśli strzelam fotkę żarciu, to robię to dyskretnie, w restauracji. Wyłącznie jeśli w knajpie jest mało osób, a ja podziwiam sposób podania potrawy. W domu jakoś mi głupio. Tak przed samą sobą. No przecież nie strzelę fotki schaboszczakowi. Bo u mnie na obiad jada się schabowe i popija żurkiem. Przecież schabowy jest taki nieinstagramowy. Ten mój lifestyle jest chyba jakiś inny – myślę sobie.

Kiedy próbuję wyobrazić sobie, jak ktoś robi zdjęcie jedzeniu, widzę: kobietę, młodą, ambitną. Widzę: głodna jest. W jednej ręce trzyma aparat, drugą gorączkowo miesza zupę. Gdzieś w tle przewija się wygłodniała rodzina. Kobieta nalewa zupę. Ajaj uwaga, bo gorące! Jeszcze tylko muszę udekorować... Najważniejsze, by było ładne i się klikało. Widzę: staje na krześle z aparatem nad miską zupy. Roman! Włącz światło! Nie, nie to. Odsłoń rolety! W pokoju dziecko wali łyżką o talerz. Kurtyna zapada.

Obejrzałam dziesiątki blogów, na których królują muzealne przestrzenie i pięknie przygotowane posiłki. Wnętrza wyglądają tak, jakbym przeglądała właśnie jeden z katalogów Ikea no i jak tu się nie zachwycać, jak zachwycać się trzeba. Mogę oczywiście wysprzątać mieszkanie na błysk, ale nie wyrzucę obrazów, mebli, firan i wszystkich rzeczy, na których jest lokowanie produktu przez okno. Najwyraźniej blogerki dysponują czarną materią, do której wrzucają wszystkie nie fotogeniczne szpargały, albo ich wyposażenie jest z dykty. Zbędną szafę czy regał wynosisz do drugiego pokoju. Żaden problem.

Nawet jak jest bałagan to jakiś taki...lepszy, a dzieci na zdjęciach grzeczniejsze, bardziej bobaśne, puchate i oczywiście posążkowe. Życie na high, scenografia na 6, każdy gra wyznaczone role, a przybory dnia codziennego to rekwizyty. Kamera, akcja! Przepraszam panią bardzo, kręcimy reklamę, czy kolejny odcinek Mody na sukces?

Lifestyle umiera. Kwiczy i rzęzi w agonalnych konwulsjach. Nie jestem samozwańczym prorokiem. Widzę słabnące zainteresowanie takim lifestylem. Na każdym blogu to samo mieszkanie, te same ręczne dekoracje. Więcej prawdy bywa chyba w telewizji, niż na niektórych blogach. Chcę zdjęć prawdziwych, wyrażających emocje, pokazujących ludzi z krwi i kości, nie stojące billboardy.

strzałka do góry