Widzę i opisuję

blog światopoglądowy

autor:

Ewelina

data:

11 maja 2017r.

kategoria:

kultura

tagi:

językpolski

językoznawstwo

kultura

Polski język obcy

Mam świadomość, że kwestie związane z językiem polskim interesują tylko mnie i niewielu moich czytelników. To nie są treści, po które ludzie przychodzą na blogi. Mam jednak wrażenie, że nie byłabym sobą, gdybym raz na jakiś czas nie wrzuciła jakichś przynudnawych rozważań na temat języka.

Paweł Opydo ostatnio nagrał na ten temat fajny filmik.

Ogólnie chodzi o to, że w reakcji na użycie wyrazu barber znalazła się nagle rzesza osób, która stanęła w obronie czystej polszczyzny. Tylko, że takiej czystej polszczyzny nie ma. Bo język polski, jak każdy inny język, skażony jest naleciałościami i zapożyczeniami z innych języków. "Najczystszym", najstarszym i typowo polskim wyrazem jest "kołacz". A ile razy użyliście wyrazu "kołacz" w swoim życiu, no? Rzecz w tym, że jeśli jakiś wyraz jest używany bardzo często, wchodzi do uzusu, co oznacza, że jest powszechnie używany przez społeczeństwo. Jeśli funkcjonuje on w użytku tak długo, że nie pamiętamy już jak żyliśmy bez niego, wchodzi on do normy językowej, o czym decyduje Rada Języka Polskiego. Takim wyrazem jest np grill.

Jednak są takie wyrazy, które budzą mój duży niepokój.

Do takich wyrazów należy wszelkie słownictwo związane z pracą: branding, coaching, target, content.

Język angielski zawładnął również nazwami konkretnych stanowisk. Jak przeglądam oferty pracy (a robię to stosunkowo często), to niezmiernie natykam się na: office manager, influencer, assistant.

Na angielskie zamienniki możemy się natknąć, oglądając programy rozrywkowe: backstage, event.

Niektóre napływowe wyrazy wzbogacają język. Np backstage, do którego jeszcze nie mogę się przekonać, określający miejsce 'za kulisami' lub bardziej 'za sceną'. W języku polskim nie ma takiego rzeczownika, a 'zakulisy', wymyślone przeze mnie naprędce, brzmiałyby po prostu głupio. Używając innych, takich jak wspomniany target (cel), sprawiają, że ma się wrażenie, że osoba używająca go nie zna polskiego odpowiednika lub chce poszpanować znajomością języka angielskiego. Niestety, częstokroć zamiast zaimponować komuś, wyglądamy w jego oczach jak Dżoana Krupa.

W wielkim telegraficznym skrócie. Język musi się rozwijać, wzbogacać o nowe wyrazy i jest to proces dynamiczny. Niektóre wyrazy wychodzą z użycia, zastępują je inne, nowsze, bardziej adekwatne do opisywanego zjawiska. Takim wyrazem jest omawiany przez Pawła Opydo wyraz barber, choć swoją drogą, gdybym była mężczyzną, miałabym niezły ubaw chodząc do golibrody.

Znacie jakieś przykłady wyrazów, które wkrótce staną się normą językową albo już się stały? Jakich zapożyczonych wyrazów używa się najwięcej w Waszym środowisku? Jakich Wy sami najczęściej używacie?

strzałka do góry