Widzę i opisuję

blog światopoglądowy

autor:

Ewelina

data:

15 maja 2017r.

kategoria:

kultura

tagi:

komunikacja

społeczeństwo

Traktat o zachowaniu się w tramwaju

Jako osoba nie posiadająca prawa jazdy, spędzam w transporcie publicznym zdecydowanie więcej czasu, niż bym chciała. Z powodzeniem mogłabym więc napisać traktat o tym, co powinieneś, a czego na 100% nie wolno Ci robić w środku komunikacji miejskiej.

Nie każdy musi jeździć samochodem. O tym, dlaczego zdecydowałam się nie robić prawa jazdy, mógłby powstać osobny tekst. Ci, którzy dobrowolnie decydują się na transport komunikacją miejską, powinni zostać uhonorowani chociażby orderem z ziemniaka, bo przecież przyczyniamy się do zmniejszenia emisji spalin do środowiska. I za świątobliwą, nie mającą nic wspólnego z ludzką cierpliwość, by komuś po prostu zdrowo nie odwinąć.

Zarówno Ci, którzy z premedytacją wybrali taki sposób przemieszczania się, jak i Ci, którzy do tego transportu są zmuszeni (dzieci, nastolatki, osoby starsze i niepełnosprawne), powinni dbać o higienę, bezpieczeństwo i komfort przejazdu. Przecław Słota był zdania, że takim jesteś człowiekiem, jak zachowujesz się przy stole, a ja bym to rozszerzyła i powiedziała, że wiele o Tobie mówi to, jak zachowujesz się w autobusie czy tramwaju. Słota, który jest znany tylko z jednego jedynego wiersza, który mu się przydarzył, niósł przesłanie, że przy stole trzeba być usłużnym, pomagać sobie i tak poprowadzić przebieg posiłku, by każdy był szczęśliwy, dobrze nakarmiony i obsłużony. Nie inaczej jest w tramwaju, choć w tym przypadku kwestia spożywania jedzenia jest mocno dyskusyjna.

Przejazd w zatłoczonym, dusznym tramwaju czy autobusie już sam w sobie jest beznadziejny i zły. Jeśli do tego ludzie taranują Cię jak na koncercie Metallici, bo właśnie teraz jest ich przystanek, kierowca jest samolubnym sukinkotem i otwiera drzwi na 7, 3 ułamka sekundy, a ludzie, którzy jadą dalej, zamiast wysiąść na przystanek, stoją jak święte krowy na ulicach indyjskich metropolii, to można wyjść z siebie i stanąć obok.

By dostatecznie zobrazować całą tę tragifarsę, dodajmy do historii jeszcze pana z pikantnym burrito, którego zapachem zdążył już przesiąknąć cały autobus, a sos i sałatkę masz we włosach i na torebce. W tym samym czasie inny pan żywo relacjonuje przez telefon swoją ostatnią randkę z panią z internetu, a para smarkaczy puszcza z telefonu Letni chamski podryw. Nagle łapiesz się na tym, że przeklinasz wszystkie telefony z opcją odtwarzania muzyki lub bez, w promieniu kilku mil, a nawet wszystkie na całym świecie, łącznie z Twoim własnym, prywatnym, ulubionym.

Kocham to. Jak już uda mi się usiąść, zaczyna się ta gra spojrzeń, odwracanie wzroku, to polskie taplanie się w niezręczności, byle tylko na siebie nie spojrzeć i pod żadnym pozorem, ojezuświęty, nie spotkać się wzrokiem. I to "przepraszam", które może kiedyś ktoś tam zasiał w umyśle, tylko nie wykiełkowało (bo nie dość podlewane lub grunt jałowy), "przepraszam", które nie zdążyło się zmaterializować, stać się ciałem i paść z ust osoby siedzącej przy oknie. Nie, wystarczy stanąć samowładnie i tak stać tym staniem swoim, by stanie stało się zarazem zupełnie przemożne i wytworzyło jakąś siłę odśrodkową, która wyrzuci z siedzenia osobę zajmującą miejsce od strony przejścia...

strzałka do góry